Ciężki żywot trutnia

Pszczoły z natury są bardzo opiekuńcze, ale też bardzo racjonalne.W ich naturze nie leży pozbywanie się członków roju, jednakże logika i zdrowy rozsądek nakazuje im już pod koniec lata pozbywać się swoich samców, by ograniczyć ilość darmozjadów, tym samym zwiększając sobie szanse na spokojne przetrwanie nawet długiej zimy. Trutnie bez żądła obijają się przez całą wiosnę i lato po ulu, nie zbierają pyłków, nie odparowują nadmiaru wody z nektaru, nie karmią larw pszczelich, nie wypacają wosku do budowy plastra, nie są strażnikami roju itp. Zamiast pracy rozkoszują się słodkim, beztroskim życiem, pozwalają się karmić robotnicom i od czasu do czasu wylatują w teren, by sprawdzić czy aby na pewno nie pojawiła się gdzieś chętna do kopulacji królowa. Gdy ja dostrzegą, natychmiast podążają za nią, by ją unasiennić. Niewielu z nich się to udaje, a przegrana reszta trutni wraca do ula bucząc ze złości, by dalej jeść. Dzieje się tak, tak długo, aż robotnice stracą cierpliwość do leniwej bandy, a ponieważ zbliża się zima i cenne zapasy muszą starczyć na długo dla kilku tysięcy pszczół zimowych, głownie robotnic i królowej, to dla ociężałych trutni zaczyna się ponury rozdział ich żywota. Dotąd rozpieszczane, późnym latem są łapane, głodzone, szczypane, a potem gdy już osłabną, wyrzucane na zewnątrz ula. Zapierają się nawet łapkami stawiając opór. Są nawet śmiertelnie żądlone. Nie ma litości dla nicnierobów. Te zaś trutnie, które zostaną przy życiu, w męczarni giną z głodu lub są zjadane przez ptaszki np. sikorki.